Blog, Czytelnia

Czerwiec – magiczny łącznik wiosny i lata

                                         

aut. Wis         

Uwielbiam czerwiec. Jest młodzieńczy, soczysty, taki krystaliczny.

Chociaż w większości dni to jeszcze wiosna, jednak lato biegnie ku nam coraz szybciej. Przyśpiesza jak średniodystansowiec na ostatniej prostej, z taką radością i optymizmem.

Czerwiec wydaje się miesiącem, który wszystko kocha: ludzi zwierzęta, ptaki, rośliny, niebo. Cały się śmieje. Twarz ma wesołą i czystą. Taką jak u dziecka, które za chwilę ma otrzymać wymarzony prezent. Astronomiczne lato zaczęło się 21 czerwca, ale meteorolodzy wskazują, że dzieje się to pierwszego dnia tego miesiąca. I bardziej wierzę im.

aut. Wis      

Jeszcze w maju zieleń była wielobarwna. Czasem przezroczysta, jakby prześwietlana. Cała gama zieleni, jak pisał wspaniały obserwator zjawisk przyrodniczych i wędkarz – Jerzy Putrament. Maj cały krzyczał, ptakami głównie. Zdarzały się chłodne dni, nawet przymrozki, a i szyby aut zdarza nam się skrobać.

W czerwcu to niemożliwe. Już bucha gorące powietrze, już pierwsze burze, ulewy gwałtowne, potem Słońce gorące. Parowanie łąk i pól, jak z otwartego garnka z ziemniakami. Roją się pszczoły, kwitną akacje, lipy, a przy starych stodołach i drogach bieli się bez. Ogrodnicy cieszą się z wychodzących ogórków,  buraków i fasolki. Wędkarze szykują się na stabilne brania ryb; linów, sumów, leszczy.

Ale w czerwcu zaczynają milknąć ptaki. Słyszymy je coraz rzadziej. Ten Paganini ptasich śpiewów – słowik, pod koniec miesiąca przestanie cieszyć nasze ucho. Trzeba wyprowadzać młode z gniazd, a nie śpiewać. W mieszanych lasach zostaje nam głos innego asa ptasiej wokalizy – wilgi.

aut. Wis  

Jest jeszcze coś, co urzeka mnie w czerwcowych dniach. To intensywność zieleni; pełna, soczysta, wręcz czarna. Jakże cudownie kontrastuje z czystym powietrzem, wolnym od sierpniowej mgiełki. I te głębokie cienie pod klonami, kasztanami, lipami, które kuszą, aby do nich pobiec i siąść przy pniu. Pełnia mocnych barw woła fotografików, woła malarzy. Muszą się spieszyć, bo takiego światła jak w czerwcu, już nie będzie. Nie można zapomnieć o magii świętojańskiej nocy, pełnej ogników, czarów i guseł. Naszej, słowiańskiej, pogańskiej. Krótszej już w tym roku się nie zdarzy.

Czerwiec jest jak siedemnastoletnia dziewczyna. Już nie dziewczynka, ale jeszcze nie kobieta. Smagła, opalona, nie zdająca sobie sprawy jak piękną jest istotą. Jak pociągającą i zmysłową, którą chciałoby się objąć i spojrzeć w oczy. I nie zdaje sobie sprawy, jak szybko to minie…

Chce się ten czerwiec przytulić do siebie, nieoddać; wchłonąć, aby był z nami jak najdłużej. Lecz lipiec już przebiera nogami, aby wejść w jego buty. Nic z tym nie zrobimy. Ciągłość natury, przyrody, nieuniknioność pewnych faz. Jak z życiem.

aut. Wis 

WIS